(relacje partyzantów - uczestników bitwy z Niemcami)
Tory kolejowe na trasie Miedzyborów - Grodzisk Mazowiecki, dalej Stare Budy gdzie we wrześniu 1944 r. stacjonował niemiecki pociąg pancerny i Budy Zosine gdzie major "Okoń" zarządził odpoczynek Grupy Kampinos.
Jedna z największych partyzanckich bitew na ziemiach polskich podczas II wojny światowej odbyła się 29 września 1944 r. pod Jaktorowem.
Jaktorów to miejscowość gminna w powiecie Grodzisk Mazowiecki, w pobliżu Żyrardowa. Znana z faktu padnięcia w 1620 roku ostatniego na ziemiach polskich tura, a w 1627 turzycy, co upamiętnia okazały kamień ze stosownym napisem.
Kiedy udałem się tam jesienią 2018 roku, aby odwiedzić partyzancki - wojenny cmentarz w Budach Zosinych, zapytałem o drogę panią, która idąc z wnuczkiem i prowadząc rower, przechodziła wiaduktem przez tory kolejowe.
Kiedy udałem się tam jesienią 2018 roku, aby odwiedzić partyzancki - wojenny cmentarz w Budach Zosinych, zapytałem o drogę panią, która idąc z wnuczkiem i prowadząc rower, przechodziła wiaduktem przez tory kolejowe.
Powiedziała mi wtedy, że partyzantów polskich mógł ktoś zdradzić, i że po wojnie ich ciała wywieziono gdzieś ciężarówkami.
Jak to właściwie było?
Historyk Jerzy Gmurski w opracowaniu pt. "Historia Jaktorowa w latach 1407 - 2007", napisał, że
"kiedy powstanie warszawskie już dogorywało, a partyzantom Zgrupowania Kampinos AK - w skład którego wchodzili przybyli w znacznej mierze partyzanci z Polskich Kresów Wschodnich - z Puszczy Nalibockiej, groziło okrążenie przez Niemców, wówczas dowództwo podjęło decyzję w wycofaniu się w Góry Świętokrzyskie.
Plan przebicia się przez tory kolejowe od Kolonii Jaktorów do Międzyborowa był niemożliwy z powodu znajdującego się tam na torach pociągu pancernego".
Ułani 3.szwadronu 27 pp AK im. Króla Stefana Batorego, z prawej rotmistrz Zygmunt Bernard - ranny pod Jaktorowem i rotmistrz Marian Podgóreczny "Żbik" - ze swoim dowódcą "Doliną" przebił się na Kielecczyznę, gdzie walczył z Niemcami do 1945 roku. Budy Zosine 2016 r.
Relacja uczestnika bitwy, ułana Mariana Podgórecznego "Żbik" z opracowania pt. "Na koniu i pod koniem" i z opracowania "Doliniacy":
Jak to właściwie było?
Historyk Jerzy Gmurski w opracowaniu pt. "Historia Jaktorowa w latach 1407 - 2007", napisał, że
"kiedy powstanie warszawskie już dogorywało, a partyzantom Zgrupowania Kampinos AK - w skład którego wchodzili przybyli w znacznej mierze partyzanci z Polskich Kresów Wschodnich - z Puszczy Nalibockiej, groziło okrążenie przez Niemców, wówczas dowództwo podjęło decyzję w wycofaniu się w Góry Świętokrzyskie.
Plan przebicia się przez tory kolejowe od Kolonii Jaktorów do Międzyborowa był niemożliwy z powodu znajdującego się tam na torach pociągu pancernego".
Ułani 3.szwadronu 27 pp AK im. Króla Stefana Batorego, z prawej rotmistrz Zygmunt Bernard - ranny pod Jaktorowem i rotmistrz Marian Podgóreczny "Żbik" - ze swoim dowódcą "Doliną" przebił się na Kielecczyznę, gdzie walczył z Niemcami do 1945 roku. Budy Zosine 2016 r.
Relacja uczestnika bitwy, ułana Mariana Podgórecznego "Żbik" z opracowania pt. "Na koniu i pod koniem" i z opracowania "Doliniacy":
Budka kolejowa w Międzyborowie, kilka kilometrów przed Żyrardowem. Tam dotarli ułani "Łotysza". Fot. z dnia 27 września 2020 r.
"Było już widno, gdy w dniu 29 września 1944 r. 1 pluton 2 szwadronu, pod dowództwem wachmistrza "Łotysza" Jana Łowickiego, stanowiący szpicę przedniej straży, dotarł do torów kolejowych w olszynce kilka kilometrów przed Żyrardowem. W pewnej odległości od budki kolejowej, którą zajmowali Niemcy, ułani zsiedli z koni zalegając na obrzeżu torów, zaś wachmistrz "Łotysz" wysłał do majora "Okonia" meldunek, że na dalszej trasie ich marszu znajduje się zaledwie kilku nieprzyjacielskich żołnierzy. Ale major nie wyraził zgody na ich zaatakowanie i polecił dowódcy plutonu, aby dołączył do swego szwadronu...
Około godziny ósmej, nieopodal Jaktorowa, dowódca Grupy "Kampinos" major Alfons Kotowski vel Roman Trzaska "Okoń"zarządził całodzienny postój w Budach Zosinych. Przestrzeń jak okiem sięgnął otwarta...Każdy z nas, nawet ja, zdaje sobie sprawę z tego, że postój tutaj to szaleństwo..."Dolina" i inni oficerowie nalegali, by ruszać bezzwłocznie dalej, ale "Okoń" nie zmienił swego postanowienia. Nie zdążyliśmy zeskoczyć z siodeł, gdy na niebie ukazała się "rama" (niemiecki samolot).
Niemcy atakowali ze wszystkich stron, strzelał pociąg pancerny i nacierały czołgi.
I właśnie wtedy zdarzył się przykry incydent, podporucznik "Dąbrowa", który pełnił wtedy obowiązki dowódcy 27 pułku ułanów, zauważył majora "Okonia" za jedną ze stodół, z rewolwerem w ręku, a przed nim ktoś z jego najbliższego otoczenia w bieliźnie, przebierającego się za cywila. Major "Okoń" stwierdził, że żołnierza tego przyłapał na tchórzostwie i zamierzał go rozstrzelać...
Podporucznik "Dąbrowa" poprosił majora o wydanie oddziałom rozkazów zajęcia pozycji obronnych, ale on nie mógł się zdecydować. W tej sytuacji oświadczył mu, że sam wyda szwadronom rozkazy. Nie otrzymał odpowiedzi, a "Okoń" odstąpił od zamiaru zastrzelenia żołnierza.
Około godziny ósmej, nieopodal Jaktorowa, dowódca Grupy "Kampinos" major Alfons Kotowski vel Roman Trzaska "Okoń"zarządził całodzienny postój w Budach Zosinych. Przestrzeń jak okiem sięgnął otwarta...Każdy z nas, nawet ja, zdaje sobie sprawę z tego, że postój tutaj to szaleństwo..."Dolina" i inni oficerowie nalegali, by ruszać bezzwłocznie dalej, ale "Okoń" nie zmienił swego postanowienia. Nie zdążyliśmy zeskoczyć z siodeł, gdy na niebie ukazała się "rama" (niemiecki samolot).
Niemcy atakowali ze wszystkich stron, strzelał pociąg pancerny i nacierały czołgi.
I właśnie wtedy zdarzył się przykry incydent, podporucznik "Dąbrowa", który pełnił wtedy obowiązki dowódcy 27 pułku ułanów, zauważył majora "Okonia" za jedną ze stodół, z rewolwerem w ręku, a przed nim ktoś z jego najbliższego otoczenia w bieliźnie, przebierającego się za cywila. Major "Okoń" stwierdził, że żołnierza tego przyłapał na tchórzostwie i zamierzał go rozstrzelać...
Podporucznik "Dąbrowa" poprosił majora o wydanie oddziałom rozkazów zajęcia pozycji obronnych, ale on nie mógł się zdecydować. W tej sytuacji oświadczył mu, że sam wyda szwadronom rozkazy. Nie otrzymał odpowiedzi, a "Okoń" odstąpił od zamiaru zastrzelenia żołnierza.
W godzinach nocnych wielu partyzantów przedarło się przez tory kolejowe i poszli w kierunku Gór Świętokrzyskich, wielu padło w boju - 170 (wg Jerzego Gmurskiego), wielu zostało rannych, a inni dostali się do niemieckiej niewoli...
Istnieje wersja, że mjr "Okoń" zginął od kuli karabinowej na niemieckim czołgu...
Major Józef Jan Kuźmiński "Tank", w partyzantce sanitariusz. Pod Jaktorowem wzięty do niemieckiej niewoli.
Relacja partyzanta Józefa - Jana Kuźmińskiego "Tank" z opracowania pt. "Z Iwieńca i Stołpców do Białegostoku":
"Gdy byliśmy w odległości 150 - 200 m od toru z piskiem hamulców nadjechał pociąg pancerny z kierunku Żyrardowa - stając na nasypie. Otworzył ogień z całego arsenału broni w jaką był uzbrojony. Pola pokryte zostały liśćmi ze skoszonych drzew, wylatywały w górę fontanny piachu padającymi pociskami artyleryjskimi, płonęły domostwa. Padali zabici i ranni, puszczono wolno jeńców...
W tym czasie został zestrzelony przez nasze oddziały niemiecki samolot "rama"...
Niedługo po tym ruszyło niemieckie natarcie od strony Baranowa. Zacząłem szukać schronienia znajdując je w piwnicy murowanej, która była wypełniona kartoflami. Płonął dom właścicieli piwnicy. Usiłowałem prześlizgnąć się przez pierścień niemieckich żołnierzy. Gdy byłem może 200 m od zabudowań, zauważyłem samotnie idącego niemieckiego żołnierza, którego poprosiłem o pomoc, twierdząc, że jestem ranny w rękę.
Niemcy zrobili mi rewizję, ale nie zabrali złotego łańcuszka z medalikiem i pamiątkowego sygnetu z 1863 roku...Byłem wstrząśnięty klęską naszej grupy, losem ludzi i zwierząt! Znowu zwłoki - informowali się niemieccy żołnierze.
Doprowadzono mnie do grupy naszych żołnierzy, i do Gestapo w Żyrardowie...Dalsze losy "Tanka" to niemiecka niewola..."
O "Okoniu" napisał tak: "W trzeciej dekadzie sierpnia przyszedł do Kampinosu wyznaczony prze Komendę Główną AK nowy dowódca mjr "Okoń" (Alfons Kotowski). Zawodowy wojskowy. W czasiw przewrotu majowego marszałka Piłsudskiego w 1926 roku stanął po stronie rządowej. Usunięty z wojska, pływał rzekomo jako palacz na statkach do Ameryki Południowej. Przeszedł chyba szkołę życia, ale stosunku do ludzi nie miał właściwego. Odgrażano mu się, że może polec w boju. Tak też się stało 29 września 1944 pod Jaktorowem, gdzie została rozbita "Grupa Kampinos". Byłem świadkiem gdy bił jakiegoś żołnierza, który wyskoczył z siedziby dowództwa Grupy Kampinos mieszczącego się w Wierszach. Żołnierz zasłaniał głowę rękami usiłując zneutralizować spadające nań ciosy. Major był w szale. Dopiero ucieczka żołnierza zawróciła majora ku drzwiom siedziby dowództwa."
Rotmistrz Zdzisław Nurkiewicz "Noc", "Nieczaj". Fotografia z opracowania pt. "Straszny Dwór".
Rotmistrz Zdzisław Nurkiewicz "Noc", "Nieczaj". Fotografia z opracowania pt. "Straszny Dwór".
Relacja rotmistrza Zdzisława Nurkiewicza "Góra", "Dolina", "Nieczaj" z opracowania pt. "Straszny Dwór":
"Odnośnie majora Okonia" to też tylko wobec braku z jego strony szybkiej decyzji - nastąpiła zagłada 27 Pułku Ułanów AK im. Króla Stefana Batorego i wielkie straty wśród oddziałów piechoty. Po dotarciu do torów kolejowych pod Jaktorowem major "Okoń" pomimo perswazji i nalegań porucznika "Doliny", mego i innych, nie wykorzystał zaskoczenia i nie zarządził szybkiego przemarszu przez tory kolejowe na południe do lasów kieleckich. Przetrzymał prawie cały dzień zgrupowanie na otwartym terenie, obserwowanym przez lotnictwo nieprzyjaciela. Wskutek tego umożliwił nieprzyjacielowi zgromadzenie odpowiednich sił w postaci piechoty, artylerii, czołgów i pociągu pancernego, co w skutkach spowodowało zagładę naszego zgrupowania. Gdyby dowodził nami dzielny partyzant "Dolina" Adolf Pilch, który po pierwszej tragedii jaką przeżyliśmy w Drywieźnie włożył wiele trudu w ponowne sformowanie Zgrupowania Okręgu Nowogródzkiego, to na pewno nie doszłoby do takiej tragedii pod Jaktorowem."
"Odnośnie majora Okonia" to też tylko wobec braku z jego strony szybkiej decyzji - nastąpiła zagłada 27 Pułku Ułanów AK im. Króla Stefana Batorego i wielkie straty wśród oddziałów piechoty. Po dotarciu do torów kolejowych pod Jaktorowem major "Okoń" pomimo perswazji i nalegań porucznika "Doliny", mego i innych, nie wykorzystał zaskoczenia i nie zarządził szybkiego przemarszu przez tory kolejowe na południe do lasów kieleckich. Przetrzymał prawie cały dzień zgrupowanie na otwartym terenie, obserwowanym przez lotnictwo nieprzyjaciela. Wskutek tego umożliwił nieprzyjacielowi zgromadzenie odpowiednich sił w postaci piechoty, artylerii, czołgów i pociągu pancernego, co w skutkach spowodowało zagładę naszego zgrupowania. Gdyby dowodził nami dzielny partyzant "Dolina" Adolf Pilch, który po pierwszej tragedii jaką przeżyliśmy w Drywieźnie włożył wiele trudu w ponowne sformowanie Zgrupowania Okręgu Nowogródzkiego, to na pewno nie doszłoby do takiej tragedii pod Jaktorowem."
Porucznik Adolf Pilch "Góra", "Dolina". Fot. z opracowania pt. "Na koniu i pod koniem".
"W jesienny, pogodny poranek 29 września 1944 r. straż przednia dotarła w pobliże toru kolejowego linii Warszawa - Żyrardów. Gdy kawalerzyści zbliżali się do wsi Budy - Zosiny, szpica spostrzegła Niemców. Byli zaskoczeni. Dopiero, gdy usłyszeli bliski tętent koni, zrozumieli, że są okrążeni...Na okrzyk: - Hande hoch! - wszyscy podnieśli ręce do góry.
Pluton wachmistrza "Świerka" wziął do niewoli kilkunastu jeńców...Po kilku minutach podjechał do szpicy mjr "Okoń i wydał rozkaz natychmiastowego przerwania marszu. Nakazał wystawić ubezpieczenia we wszystkich kierunkach i zarządził odpoczynek...
Wszyscy byli zdania, że nie powinno się w tym miejscu odpoczywać...Major "Okoń" nakazał w tym miejscu dłuższy odpoczynek...Zdawano sobie dobrze sprawę z tego, że tylko szybki marsz i przeskok przez tory oraz szosę, a potem skręt na południe i wejście w lasy Mariańskie, może uchronić oddziały od nierównej i ciężkiej walki z nplem.
Długo próbowano nakłonić majora do dalszego marszu, ten jednak z dziwnym uporem, zaciekłością, a nawet gniewem trwał przy swojej pierwotnej decyzji...Porucznik "Lawa" zameldował mjr. "Okoniowi" z prośbą, by zezwolił kompanii lotniczej przebić się indywidualnie przez tory. Otrzymał zgodę...kompanii udało się następnego dnia przedostać się na drugą stronę torów...
Mjr "Okoń" był świadomy niebezpieczeństwa sytuacji...gdyż zamierzał użyć batalionu "Strzały" do zabezpieczenia przeprawy przez tory i szosę z Warszawy przez Grodzisk Mazowiecki do Żyrardowa...Nasi wymietli Niemców w pobliżu torów...
Godziny stracone na odpoczynek ciężko zaważyły na losie całej "Grupy Kampinos"...Podczas postoju samoloty npla miały dość czasu nie tylko na rozpoznanie dyslokacji oddziałów polskich, ale ich liczebności i uzbrojenia...Pośpiesznie ściągnięto oddziały pancerne o sile kilkudziesięciu czołgów oraz bataliony SS i policji (operacja Sternschnuppe - spadająca gwiazda). Użyto oddziałów artylerii, lotnictwa i pociągu pancernego.
Gdy mjr. "Okoń" zdecydował się na dalszy marsz, było już za późno. Zbliżała się godzina 11.00 gdy oddziały zaczęły ruszać w stronę toru kolejowego. Od Grodziska usłyszano dudnienie pociągu...Mjr "Okoń" nie pomyślał o tym aby uszkodzić lub wysadzić w powietrze tory kolejowe przed zarządzeniem odpoczynku...
Pociąg pancerny siał spustoszenie. Niedobitki batalionu "Strzały" szukały jakiegoś schronienia przed ostrzałem...Od strony Baranowa atakowały czołgi...Odpowiedzialny za tę masakrę był wyłącznie mjr "Okoń"...
"Grupa Kampinos" została rozbita na grupy i grupki. Samoloty przelatywały nisko nad wierzchołkami olszyn, siekąc z broni maszynowej. Z Jaktorowa nadjechał drugi pociąg pancerny, rozpoczęła natarcie broń pancerna. Najlepiej trzymali się ci, którzy znajdowali się w korytach dwu zmeliorowanych rzeczek. Nasi bronili się zawzięcie do końca, brakowało amunicji, bowiem wozy z amunicją wyleciały w powietrze od ognia pociągu pancernego. Na obszarze Budy Zosiny - Jaktorów - Henryszew toczyła się zacięta bitwa o przetrwanie do zmroku, by później podjąć próbę przerwania niemieckiego kordonu. Tylko niektórym udało się ujść z życiem.
Do torów, gdzie mjr "Okoń" zarządził tragiczny i zgubny postój, dotarłem dopiero po godzinie 10.00 rano, kiedy byliśmy już otoczeni. Tam natknąłem się na mjr. "Okonia". Nie wytrzymałem i krzyknąłem głośno: - Jakim prawem zarządził pan postój przed torami? Czy pan dąży do naszego zniszczenia? "Okoń" na to nic nie odpowiedział. W tej chwili przygalopował chor. "Nieczaj" i meldował majorowi, że dwa szwadrony zajęły jakieś pozycje. Potem "Okoń" wydawał mu jakieś rozkazy i w trakcie tego zniknęli obaj za zabudowaniami gospodarczymi. Więcej go już nie widziałem."
Kpr. Franciszek Kosowicz "Maciejka", goniec dowództwa Zgrupowania. Fot. z opr. "Partyzanci trzech puszcz."
Relacja - fragmenty, kpr. Franciszka Kosowicza "Maciejka" zamieszczona w "Partyzantach trzech puszcz" por. Adolfa Pilcha "Góra", "Dolina".
"Artylerii już nie mieliśmy. Działo 75 mm i działka o kalibrze 22 mm, które zdążyły oddać po kilka strzałów do pociągu pancernego - zresztą bardzo celnych - zostały zniszczone artylerią z pancerki. Tak więc przeciwko broni pancernej mieliśmy tylko trochę piatów z małą ilością pocisków, ponieważ amunicję otrzymaną ze zrzutów przekazaliśmy do Warszawy...
Do siedzącego na koniu i rozglądającego się na wszystkie strony "Okonia" podszedł "Dolina" i podjechał konno chor. "Nieczaj" - Zdzisław Nurkiewicz. Chorąży zwracając się do "Okonia" zawołał: - Nieprzyjaciel niszczy resztę naszej obrony. Co mamy robić? - "Okoń" nic na to nie odpowiedział i dalej rozglądał się. Na następne jego pytanie: - W którym kierunku mamy się przebijać" - "Okoń" również nic nie odrzekł. Wtedy por. "Dolina" spokojnym, ale donośnym głosem zawołał: - Przebijamy się w kierunku południowo - zachodnim - i kierunek ten pokazał ręką.
Przekazałem rozkaz "Doliny" dowódcy szwadronu ckm, por. Jarosławowi Gąsiewskiemu "Jar". Pogalopowałem do dcy 1. szwadronu st. wachm. Jakubowskiego "Dąb Wołodyjowski", który kilkakrotnie odpierał ogniem ataki nieprzyjacielskie. Gdy przekazałem rozkaz "Doliny", dowódca krzyknął: - Do koni! Rozpoczęła się piekielna kanonada npla. Dowódca zawołał: - Na otwartym terenie rozsypać się i nie tłoczyć. Padali ludzie i konie...Osiągnęliśmy okolicę Grąd...Dojeżdżały do nas jeszcze grupy i grupki, a po czasie piesi. Nie można było docisnąć się do studni, wszyscy chcieli ugasić pragnienie. Na tej kolonii odpoczywaliśmy ok. dwóch godzin Wg mojej oceny było nas ok. dwustu. Blisko setka musiała paść po drodze podczas przebijania się. Było trochę rannych. Niektórzy z nich przeżyli wojnę..."
Pogrzeb Rosjanina Stiepana Nahadina poległego w bitwie pod Sowią Wolą 20 VIII 1944 r. Nad grobem kapelan "Radwan II."
Relacja księdza Jerzego Baszkiewicza "Radwan II" (W:) Wspomnienia kapelana Kampinosu, Warszawa 1956 - 1960.
"Oficerowie ogłosili wypoczynek do południa, bo nam nic nie grozi...Wjechałem na koniu do zagrody chłopskiej leżącej w niewielkiej odległości od torów kolejowych. Nie przypuszczałem, że niebezpieczeństwo jest tak blisko. Napotkałem grupę naszych oficerów z kapitanem "Wojtkiem" na czele. Zwraca się on do mnie z prośbą o wyspowiadanie, bo - jak mówi- księże kapelanie, tu już musimy zostać.
Osłupiały pytam o sytuację. Otrzymuję odpowiedź, że nad ranem toru kolejowego pilnowało zaledwie pięciu Niemców, a teraz nadjechał już pociąg pancerny. Niemcy obstawiają mocno nasyp kolejowy. Nie zapomnę słów kapitana "Wojtka", który na moją propozycję, aby majora "Okonia" zmusić do natychmiastowego sforsowania torów kolejowych i ukrycia się w odległych o jakieś dwa kilometry lasach bolimowskich, odpowiedział:
- Księże kapelanie, czy my jesteśmy bandą, czy wojskiem regularnym? Dowództwo dało rozkaz stać, to musimy stać. Każą ruszać, to ruszamy. W wojsku nie może być wielu dowódców. A że tu zginiemy, to fakt...
Miny naszych oficerów nie wróżyły nic dobrego. Czy byli załamani? Nie. Włąśnie przechodził wtedy major "Okoń". Podszedłem do niego i referuję opinie oficerów, a równocześnie akcentuję konieczność natychmiastowego wymarszu z kotła, w który sami się wpakowaliśmy. W odpowiedzi otrzymałem stek ordynarnych słów, a równocześnie "Okoń" ręką sięgnął do kabury i usłyszałem:
- Zabiję cię, klecho!..
Dochodziła godzina 10.00. Sytuacja "Grupy Kampinos" była dramatyczna. Na torach stał pociąg pancerny. Od strony Baranowa terkotały karabiny maszynowe."
Jerzy Gmurski, fot. z opracowania pt. Historia Jaktorowa w latach 1407 - 2007.
Jerzy Gmurski, fot. z opracowania pt. Historia Jaktorowa w latach 1407 - 2007.
Jerzy Gmurski:
"Po wojnie niewielka ich część została za zgodą władz ekshumowana i przewieziona przez rodziny na inne cmentarze. Zwłoki pozostałych partyzantów zostały przewiezione na cmentarz Wolski w Warszawie. Dzięki staraniom dowódców i partyzantów Zgrupowania Kampinos AK - już tylko szczątki zostały przewiezione na dawne miejsce w Budach Zosinych i złożone we wspólnej mogile. Kilka dni po bitwie doszło do kapitulacji Powstania Warszawskiego...
Dlaczego Niemcy mogli sobie pozwolić na rozprawę z polską irredentą? Po pierwsze, umożliwiło to wstrzymanie ofensywy radzieckiej i po drugie, nie wyrażenie zgody przez władze brytyjskie na udzielenie pomocy walczącej Warszawie - dywizja spadochronowa gen. Sosabowskiego...
Stanisław Karlik
"Po wojnie niewielka ich część została za zgodą władz ekshumowana i przewieziona przez rodziny na inne cmentarze. Zwłoki pozostałych partyzantów zostały przewiezione na cmentarz Wolski w Warszawie. Dzięki staraniom dowódców i partyzantów Zgrupowania Kampinos AK - już tylko szczątki zostały przewiezione na dawne miejsce w Budach Zosinych i złożone we wspólnej mogile. Kilka dni po bitwie doszło do kapitulacji Powstania Warszawskiego...
Dlaczego Niemcy mogli sobie pozwolić na rozprawę z polską irredentą? Po pierwsze, umożliwiło to wstrzymanie ofensywy radzieckiej i po drugie, nie wyrażenie zgody przez władze brytyjskie na udzielenie pomocy walczącej Warszawie - dywizja spadochronowa gen. Sosabowskiego...
Stanisław Karlik
Z opracowań Mariana Podgórecznego wynika, że major "Okoń" nie rozumiał polskich partyzantów z Puszczy Nalibockiej i, miał im za złe, że walczyli tam z dwoma wrogami. Jego relacje z nalibockimi partyzantami nie były dobre, w Puszczy Kampinoskiej próbował postawić pod sąd por. "Dolinę" za rozejm z Niemcami w Puszczy Nalibockiej.
Po dwukrotnym ataku na Dworzec Gdański - 20 i 21 sierpnia 1944 r., gdzie zginęło ok. 450 Naliboczan na pewien czas odebrał im broń i zarzucił nieudolność w walce.
Dlaczego zarządził odpoczynek w okolicy torów kolejowych w Jaktorowie? Czy nie wiedział o pociągu pancernym stojącym na torach w Budach Starych? Przecież dysponował zwiadem dalekiego zasięgu, czego najlepszym dowodem był partyzancki atak na niemiecki tartak w Piaskach nad Wisłą.
Pytałem kiedyś ułana "Żbika", dlaczego nie rozkręcono torów kolejowych przed planowaną przeprawą. Odpowiedział, że też się nad tym zastanawiał. Kiedy taką próbę podjęto, było już za późno...
Partyzanckie straty były bardzo duże. Z ogólnej liczby ok. 2000. partyzantów Zgrupowania Kampinos, poległo 85 partyzantów 27. pułku ułanów im. Króla Stefana Batorego oraz 104., z 78. pułku piechoty Strzelców Słuckich z Nowogródczyzny oraz wielu z Mazowsza... Wielu trafiło do niemieckiej niewoli, a inni walczyli z Niemcami do 1945 roku na Kielecczyźnie...
Partyzancki - wojenny cmentarz w Budach Zosinych gm. Jaktorów powiat Grodzisk Mazowiecki.
Wojenny cmentarz w Budach Zosinych gm. Jaktorów powiat Grodzisk Mazowiecki. Na pomniku był kiedyś Narcyz "Królikowski", a nie Kulikowski... Powiedział mi o tym ułan Marian Podgóreczny "Żbik". W wyniku podjętych starań przeprowadzono korektę. Fot. z września 2020 r.
Stanisław Karlik










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz